Henryków na Białołęce

by Monika
Henryków

Henryków na Białołęce. Świdermajer, dawna gorzelnia, las i park. Parking np. przy kościele Narodzenia NMP (Google Maps).

To była wycieczka z podwyższonym ryzykiem błądzenia, bo z chorym Młodym w domu został Seweryn, a jest on jedyną osobą w naszej rodzinie, która posiada orientację w terenie. Ja bez Google maps trafiam wyłącznie do warzywniaka, a próba użycia mapy w wykonaniu moim i dziewczyn wygląda jak zabawa w ciepło-zimno. Dlatego tłumaczenie nam, jak iść, trwało prawie tyle, co sam spacer. Ale wróciłyśmy z honorem, gubiąc się tylko raz. A i ten jeden się nie liczy, bo po prostu pobiegłyśmy za Średnią, która pobiegła za wiewiórką.

A przyjechaliśmy na Henryków, który jest częścią dzielnicy Białołęka, przede wszystkim po to, żeby zobaczyć jedyny tutejszy świdermajer – niedawno odnowioną zielonożółtą willę na ulicy Fletniowej. To pozostałość po planach stworzenia w Płudach miejscowości uzdrowiskowej na wzór Otwocka. Ale niejedyny ciekawy obiekt w okolicy – niedaleko stoją remontowane, ale wciąż imponujące ceglane zabudowania byłej gorzelni drożdżowej Henryka Bienenthala. To od jego imienia pochodzi nazwa osiedla i Parku Henrykowskiego, w którym dziewczyny zupełnie przepadły na rozbudowanym linowym placu zabaw. Bardzo polecamy też wędrówkę przez zaskakująco niezaśmiecone Uroczysko Las Henrykowski. Jest tu ścieżka zdrowia i tajemniczo wyglądająca opuszczona chatka. A w sezonie grzyby. Na samym skraju lasu stoi z kolei romantyczny neogotycki kościółek.

Spacerowaliśmy półtorej godziny. Można z wózkiem, można z psem. Dojazd także licznymi autobusami.

Z tej samej kategorii

Ta strona korzysta z plików cookies, by poznać lepiej naszych użytkowników. W każdej chwili można dokonać zmiany ustawień dotyczących cookies w swojej przeglądarce. Akceptuję