Ranczo u Mara

Ranczo u Mara 40 min autem z Warszawy trasą na Siedlce. Parking przed bramą (Google Maps).

Ranczo z zewnątrz wygląda niepozornie – dom mieszkalny, zagroda dla koni i duże nieco zaniedbane podwórko z zabudowaniami gospodarczymi, pełniące funkcję wybiegu dla ogromnej ilości zwierząt. Na pierwszy rzut oka nic szczególnego, ale po bliższym poznaniu okazuje się wyjątkowym miejscem, w którym każde zwierzę ma swoje imię, świnki wietnamskie żyją w zgodzie ze strusiami, a właściciel przypomina doktora Dolittle, za którym drepczą posłusznie osioł i 3 indory.

I tylko ja w swoich białych jeansach byłam tu trochę nie na miejscu, prawdziwa pani z instagrama, ale przynajmniej nie uciekłam na widok kozy i biegnącego w moim kierunku stalowoszarego doga wielkości małej krowy. Jak się okazało – chciał się przytulić. Poza nim żyją tu jeszcze w zgodzie i ustalonej hierarchii alpaki, daniele, kury ozdobne, owce i gołębie. Zwierzęta są łagodne, można wśród nich swobodnie spacerować i je głaskać. W cenie wejścia jest także intensywna sesja karmienia, podczas której warto uważać na tutejsze owce, bo te dwie futrzaste agentki naprawdę wiedzą, jak dobrać się do nieswojego ziarna.

A gdyby ktoś się zastanawiał, czy dzieciom nie było za ciepło albo za zimno, bo dużo tego typu wiadomości dostajemy, dlaczego czapka, dlaczego bez czapki, to zapewniam, że było w sam raz dzięki ubraniom Hitec i Bejo Kids.

Dojechać można także pociągiem, ranczo jest 20 min piechotą ze stacji Dębe Wielkie. Wstęp kosztuje 20 zł od osoby za 45-minutowe wejście. Konieczna rezerwacja. Za dodatkową opłatą można przejechać się na kucyku, bawić w stodole lub rozpalić ognisko. Można z wózkiem, nie można z psem. Mapka z aplikacji Maps.me na drugim zdjęciu. I z góry rozwiewam też wszelkie wątpliwości – post nie jest sponsorowany.

Z tej samej kategorii

Ta strona korzysta z plików cookies, by poznać lepiej naszych użytkowników. W każdej chwili można dokonać zmiany ustawień dotyczących cookies w swojej przeglądarce. Akceptuję